Na zielonej Ukrainie – wrażenia z trasy

Początkowo cały wyjazd stanął po wielkim znakiem zapytania a to za sprawą znanego co poniektórym syfy zwanego sesją zimową. Także po wielu zabiegach mających na celu poprzekładanie niewygodnych poprawek skoncentrowaliśmy się na samym wyjedzie. Ale te parę dni oczekiwań każdego z zespołu kosztowało sporo nerwów ale tak to jest albo szkoła albo.. Więc nadszedł upragniony dzień wyjazdu, zbieramy się do samochodzika pakujemy wszystkie tobołki czyli torby, koszulki na sprzedaż, płyty, oczywiście gitary, blachy i ten cały złom potrzebny do istnienia kapeli zwanej Parricide. Oczywiście Chełm opuściliśmy z delikatnym opóźnieniem około godziny, w drodze do granicy chłopaki z Mental Demise, kapeli ukraińskiej z którą cały tour miał się odbywać, dzwonili z 6 może więcej razy a od nas na przejście graniczne naprawdę nie jest daleko. Spóźnieni dotarliśmy na granicę teraz jeszcze przeprawa ze służba celna, to kosztowało na następne 2 gdziny i wreszcie po ukraińskiej stronie. Przepakowujemy się do busa który od tej pory stał się naszym trasowym. No i ruszamy pierwszy koncert w miejscowości pod nazwą Iwanofrankowsk. Wybaczcie ale już z tego miejsca powiem że nie będę opisywał całej trasy bo mi się po prostu nie che ale postaram się z grubsza oddać klimat tego wyjazdu. Z kolesiami z Menatl… już mieliśmy okazje koncertować w Białymstoku, także wiedzieliśmy co i jak nota bene po tamtym koncercie paliłem najbardziej masakrujący stuff w zyciu , nigdy więcej Krajobrazy takie sobie ale moja uwage przykuły bardzo zdobione przystanki autobusowe. I tak sobie jechaliśmy w dziki kraj, na koncert, który się skończył 3 godzinny wcześniej dotarliśmy około 22 niestety na miejscu dowiadujemy się, że może jedna kapela. No to instalujemy się i jazda.
Zajebiste przyjęcie nam zgotowali, profesjonalna scenka wszystko jak spod igły. Pomimo naszego spóźnienia było okoł 300 osób. Po koncercie sporo osób podchodziło pytało się nas o wiele rzeczy jak tam w Polsce, rozdaliśmy parę autografów zrobilismy pare fotek i do hotelu. Po tej przejażdżce i koncercie marzeniem było łóżko. Hotel na wysokim poziomie, więc piwko i do łóżeczka. Pobudka o 8 rano szybki prysznic i w droge, tego dnia czekała nas przeprawa przez ukraińską cześć Karpat. Spoko fajowe widoki ale zjebały nam się hamulce a to na górskich drogach pewien problem. Kierowca coś tam naprawiał a my ruszyliśmy do sklepu, wioseczka zapomniana przez boga, w sklepie hałwa, bułka tarta, makaron i tzry rodzaje wódki, rozjebały mnie liczydła zamiast kas fiskalnych.
Zakupiliśmy 1,5 kilo hałwy 0,75 wódeczki którą zaczęliśmy już rozpracowywać pod sklepem. Po dotarciu okazało się że autobus jeszcze się reperuje więc dokończyliśmy flaszke. Ruszamy w dogę. Dojechaliśmy na miejsce Uzhgorod około 16, zawinęliśmy organizatora i udaliśmy się na miejsce koncertu. Domu Kultury z pozostałościami po minionym systemie w formie plakatów propagandowych robiły wrażenie. Przed nami zagrały 3 kapele oraz Mental.. Chłopaki dali spoko koncercik a po nich my. Niestetybackline pozostawił wiele do życzenia ale co tam. Bardzo udana sztuka, poskakałem sobie ze sceny, potańczyłem trochę z ludźmi. No i powtórka przybijanie piąteczek, fotki. Zapakowaliśmy graty i jedziemy do hotelu. Kurwa miejscówka do spania nie napawała optymizmem ale po drodze dowiedzieliśmy się że dzisiaj impreza. Rozlokowani po pokojach czekamy na rozwój sytuacji. Piotrek pojechał do sklepu po prowiant, ja sobie pogadałem z organizatorem, Przemek nasz wydawca trochę się wqrwiał że nic do jedzenia nie ma, no cóż. Przyjechali ze sklepu z 4 0,75 wódeczki hehe no to zasiadamy, wszystkie kapele przy jednym stole, nie wiem o czym gadaliśmy, paru kolesi poszło jarać trawke i ogólnie balety zajebiste. Ja zawinąłem do boku około 4. Pobudka była ciut straszna, kible takie że trzeba było wykazać się sporą odwagą srając tam, a woda w kranach zimna jak z potoków górskich. Na śniadanko udaliśmy się do miejsca w stylu naszych barów mlecznych. Gryczana z sosem, kompocik oraz piwko na deser.
Miejscowi wali wóde na szklany niczym oranżadę zapijając piwkiem, jak się potem okazało to norma na Ukrainie. Wróciliśmy do hotelu no to nazwa troszq na wyrost, zabraliśmy manatki i ognia spowrotem przez Karpaty. Walnęliśmy sobie foty na trasie oraz zakupiliśmy 4,5 litra wina domowego od przydrożnego sprzedawcy. W czasie kończenia 2 flaszki (1,5 litra jedna za około 7 zł) już było fajnie, co nie dziwi bo winko miało 19 %. Zatrzymaliśmy się jeszcze w sklepie dokupiliśmy 1l wódeczki (12 zł) i bro (1,30). Pilismy pod słoninkę zagryzaną chlebkiem i cebulką- miazga. Ja na to czekałem razowe zaplecze, słoninka na żywca z gazety i cebulka wpierdalana jak jabłko polecam…

We Lwowie byliśmy około 23 zajechaliśmy do klubu gdzie czekała na nas organizatorka. Typeska gra na wieśle w kapeli deathowej, robi muze i ogólnie jest panem w swoim zespole. Zabrała nas do sklepu gdzie dokupiliśmy jeszcze troszq wódeczki oraz pierogi. Śpimy dzisiaj u niej, spoko może kibel będzie normalny i w końcu prysznic. Po dotarciu na miejsce okazuje się że ciepła woda jest od 6 do 9 rano, no cóż ale
przynajmniej kibelek jest. Luzik zasiadamy do stołu. Gospodyni troszq zmęczona ale wypiła z nami litra w takim stylu że nie jeden kozak w polsce już dawno skończył by pod stołem w najlepszym wypadku. Ta delikatnej budowy niewiasta jechał po pół szklanki wódy nie zapijając, tej nocy zrobiliśmy się na bóstwa,
zagryzając wódeczkę miedzy innymi ciepłymi pierożkami z serem. Podobno spanie na podłodze jest lecznice, kurwa zabije następnego który mi tak powie, w jednym pokoju 6 typa i co drugi hrapie niewiele snu udało się złapać. Pobudka, kolejka pod prysznic i powoli wyruszamy do klubu. Po drodze zatrzymaliśmy się na
obiadek, Lwów miażdzy, no po prostu piękne miasto. Nie wiem dlaczego ale na Ukrainie każdy chce robić próby przed koncertem, czemu ma to służyć nie wiem ale ok. Klub całkiem spoko, tylko sceny nie było i koles od nagłośnienia siedział jako bariera pomiędzy nami a publiką (chybiony pomysł). Przed koncertem nie bardzo było się gdzie podziać a jeszcze troszq samopoczucie wczorajsze, to sobie ogladam koncerty. Ludzie przychodzący tam na koncerty niewiele się różnią od nas, paru wypitych, prawdziwe dziewczyny i ich prawdziwi chłopcy. Ale ochrona przejebana, zero opierdalnia się z człowiekiem. Na własne oczy wiedziałem jak
wywlekli kolesia za pióra z klubu po czym wyrzucili go jak szmatę przez drzwi. Chcieliśmy zagrać przed Mental ale nie wiem dlaczego przypadła nam pozycja headlindera tego tour, nie dało się nic pozmieniać. Koncercik zajebisty, trochę słabo słyszeliśmy na „scenie” ale chłopaki z Mental mówili że z przodu było
nieźle. Publika zajebista więc wskoczyłem im na głowy, pobawiliśmy się trochę razem, na bis zagraliśmy Cannibal Corpse Hammer… i nieskromnie mówiąc rozjebaliśmy budę. Pisanie o przyjęciu nie ma sensu bo jest nie do porównania. Pomimo że wielu ludzi słucha tam bardziej hevy niż tego co gra PARRICIDE czy
MENTAL DEMISE.

Zawineliśmy się znowu do Mashy, i co normalka wódeczka, troszq spokojniej niż ostatnio bo na drugi dzień w drogę. Rano wyruszyliśmy do Równego. To co działo się w tym autobusie na przestrzeni całej trasy powinno doczekać się osobnego opisu. Ale nie ma na to miejsca. Do nowego miejsca dotarliśmy około 15 organizator zabrał nas od razu na pierwszy posiłek tego dnia. Jakież było nasze zaskoczenie kiedy naszym oczom ukazała się wytworna restauracja z obsługą oczekującą na cały autobus metalowych grajków. No full wypas, żarcie zajebiste, do obiadku pęka 0,5 literka i do klubu. Od Mentali dowiadujemy się że to jedyny
klub metalowy w promieniu blisko 500 kilometrów i jest to naprawdę undergrundowe miejsce.
Zapaleni oczekujemy aby zobaczyć ta miejscówkę, wjeżdzamy w jakieś osiedle mieszkaniowe zajeżdżamy przed blaszane drzwi, żadnego szyldu nic. Koleś mówi
- to tu !!
- gdzie- pytamy nie widząc nigdzie miejsca które chociaż przypominało by coś w
rodzaju klubu.
- No tu- mówi koleś
Ok. zbieramy graty otwieramy drzwi a naszym oczom ukazuje się zajebista sala, urządzona w zajebistym klimacie, scena wszystko profesjonalnie. I piękne ukraińskie kobiety o których troszq się nasłuchaliśmy.
Zostaliśmy zaprowadzenie na zaplecze, a tam stoliczek wódeczka, kanapeczki. Zapowiadało się naprawdę nieźle. Udaliśmy się z Jują (garowy Parricide) do baru po bro, już wyjęliśmy kasę a okazało się że mamy nieograniczony limit na bro no to wzięliśmy od razu dla wszystkich J. Trzeba się było powoli instalować bo próba zwana po ukraińsku soundczekiem, dalej nie czaje po chuj. Zaczynaliśmy sobie coś tam buczeć a ludzie powoli się schodzili. Po próbie rozstawialiśmy stoisko z płytami i koszulkami, pierwsi ludzie zaczynają
nas zagadywać. Jak w Polsce czego się słucha, oczywiście padały z ich usta standardowe nazwy Vader, Behemoth ale też scena nazi bleckowa jest na Ukrainie dobrze znana. Trzeba było troszq im namieszać w głowach, że Vader skończył się dawno temu a blackowcy z spod znaku swastyki to ni chuja nie moje klimaty. Ludzi nabiło około 200 co stworzyło bardzo przyjemy ścisk pod sceną. Mental Demise rozjebał kto jeszcze nie zna to proponuje szybciutko nadrobić, wskoczyłem do nich na jeden kawałek i razem z Sonią podarliśmy mordę na kawałku Terroroaizera „Fear of napalm”. Po nich my, bez opierdalania „Behind the scenes” i jazda potem z górki , publika zapierdala baniami aż miło popatrzeć.
Wykorzystałem ścisk i po raz kolejny scene diving, zajebista sprawa, wrzucili mnie spowrotem. Bisowaliśmy chyba ze 2 razy, a zejście ze sceny było naprwdę trudne, foty, autografy, pytania no normalnie jak byśmy byli kolesiami z Metallicy czy coś. Kiedy zawinęliśmy się do garderoby tam już czekała na nas wódeczka i najebany chyba z radości organizator, zaczął nas ściskać dziękować, proponował trawke. No ale zrobiliśmy litra i do ludzi. A po koncercie normalna rockoteka, ludzie się bawią, co trzeźwiejsi albo i nie zaczynają z nami gadać. Po 3 zawijamy do hotelu, chłopaki z Mental przygruchali sobie panienki i wiadomo co działo się za zamkniętymi drzwiami, a my ciąg dalszy imprezy, ostatni czyli Piotrek i Edek skończyli o 6 nad ranem. O 9 pobudka i historia się powtarza, kolejka od prysznic, na kibelek się nie odważyłem. Wylegliśmy na miasto bo po następnym koncercie musze wracać na poprawkę. Także skierowaliśmy się na ichniejsze pkp coby zobaczyć jakie są połączenia do polski. Kiedy wróciliśmy do hotelu okazało się że zbieramy się na obiadek. Spoko restauracyjka, micha też fachowa. Po obiedzie wracamy do klubu aha zapomniałem dodać iż nazywał się „Jama”. W ten dzień wypadał akurat „dzień kobiet” który na Ukrainie jest dniem wolnym od pracy. Dowiedzieliśmy się na miejscu że jest tu dzisiaj zajebista impreza. Okazało się również że nadal mamy kredyt na bro.
Organizator zapropobnował nagranie naszego materiału i Mentali powiedział że wyda to w formie splitu. Po dogadaniu się z Przemkiem zgodziliśmy się, pewnie ukażę się to na jakimś piracie ale co tam, zawsze to jakiś ślad po nas został. No ale wracajmy do imprezy ludzie zaczynają się zchodzić większość płci pięknej hehe.
Około 20 klub nabity do końca. Przyszło parę osób poznanych wczoraj także pogaduszek ciąg dalszy. Zajebista impreza browarek, winko fajne klimaty dawno się tak nie bawiłem. Około 4 zawinęliśmy się w dalszą drogę czekała nas cała nocka w autobusie, ale delikatnie ululani zasnęliśmy bez większych przeszkód.
Obudziłem się już w Vinnitsy. Maisto z lekka przygnebiające, mieści się tu główny sztab wojskowy Ukrainy także w chuj trepów, milicji i tak dalej. Jak zobaczyłem organizatora to mi się wieżyc nie chciało. Koleś jest redaktorem największego pisemka metalowego na ukrainie „Terroraiser” coś jak nasz „Thrash’em all”.
Zajechaliśmy do hoteliku, okazuje się że mamy jeszcze 3 godziny do soundczeka, także poszliśmy cos szamnąc. Po dość zabawnej sytuacji z zamawianiem żarcia spowodowanej delikatnymi różnicami językowymi w końcu dostaliśmy papu ale i tak coś innego niż zamawialiśmy. No ale babcia poza tym był bardzo miła. W pewnym momencie wlazł kolo, zamówił szklanę wódki, wlał w siebie niczym wodę zagryzł ogóreczkiem i wyszedł. Niby nic ale troszq mnie cofnęło. Dobra po jakiejś godzinie jedziemy na miejsce. Coś mi gardełko szwankowało więc poszliśmy z Sonią (mental demisse vokal) do supermarketu o swojsko brzmiącej nazwie „Warszawa” i zakupiliśmy po kubku gorącej czekolady. Scena była w jakiś domu kultury także standard, przed nami grali tu min. Damnable oraz Pungent Stench. Jeszcze pozowana fotka z pisemkiem w ręku i na scenę. Spoko w końcu nasza kolejka męczące jest takie siedzenie przed koncertem a jak już wyjdziesz na scenę to możesz góry przenosić. Ten sam zestaw kawałków a sprawdza się zajebiście, ochrona znowu się nie popisała, za to publika to istna dzicz, wskakiwali na scenę darli ryja między kawałkami. W pewnym momencie zjebał się jeden piec i musieliśmy cos wykombinować, na szczęście Juja rozbujał towarzycho pośpiewaliśmy sobie troszq szlagierów. Po tej przerwie już do końca był na luzie cały czas bardzo fajna zabawa oczywiście udzielało się to nam na scenie. Po raz kolejny wylądowałem na czyjejś głowie i rozpierdol fajnie, fajnie było. Po koncercie balanga trwała całą noc ja niestety niewiele pamiętam ale po tym koncercie musiałem wracać do polski, na jebana poprawkę.

To co widzieliście może w programie „granice” top dzieje się naprawdę celnicy są w stanie rozjebać cały pociąg na bocznicy.

Polecam fajowe przeżycie.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.