Szatański Romek ma w Piekle Domek

Roman Kostrzewski w balladach swoich i Kata – taki plakat przykuł moją uwagę w połowie marca. Hmmm, zobaczymy co to będzie pomyślałem, kupiłem bilet i czekałem. Nie miałem pojęcia co to będzie, spodziewałem się prawdę mówiąc jakiegoś wieczorku poetyckiego z gitarką akustyczną i tekstami a’la Stasio Przybyszewski czy Tadziu Miciński i gdzieniegdzie jakiejs balladki Kata jako przerywnika. Okazało się to być zupełnie czymś innym, ale po kolei.

17.IV, sobota, właśnie przyjechałem do Krakowa, pogoda nawet może być, ide na koncert. Co mnie zdziwiło po drodze może tylko kilku szatanowców mijałem, a myślałem że tłumy będą walić drzwiami i oknami do Extreme na ten nazwijmy to spektakl. Tak jednak nie było, pojawiło się max ze 150 osób (i to sporo dojezdnych) co jak na niemal milionowy Kraków jest niemal żenujące. Ale trudno, wchodze do klubu, szatnia, bilecik, przy barze niemiła niespodzianka – nie ma dzisiaj w Extreme promocji Żywiec do 21.00 za 3 złote – ale chuj. Scena była nieduża (klub całkiem spory) pod sceną ławeczki (na młyn sie od pocztku nie szykowałem), siadłem i czekałem. Z głośników leciało jakies dziwne heavy (poznałem tylko Holy Driver, reszta nie mam pojecia co to było – ale w końcu Extreme to dyskotekowy klub, może to była jedyna metalowa płyta dj’a). W pewnym momencie jednym ze stolików pojawił sie Romek, zaczął rozdawać autografy i pozować do fotek. Jak już chętnych nie było to sobie poszedł. Koncert zaczął się z w sumie nie dużym jak na polskie warunki, bo tylko 30 minutowym opóźnieniem. Wychodzi Romek na scene, od razu podniosła sie wrzawa, zaczął swoją kilkuminutową przemowe o idei trasy, o tym co u Kata słychać (mają 4 nowe kawałki !!!), przedstawił zespół – to mój kolega McIntosh (sic – chuj z gitarką) i zaczął. Pierwsze wrażenie dosyć dziwne, jakaś industrialna muza, w tle jakies schizowe obrazy, Romek miota sie po scenie, przybiera dziwne pozy i wydaje z siebie dziwne dźwięki. A, że „śpiewał” po angielsku ( a Irek Loth siedzący za konsolą – mam autograf !!! – troche z basami przesadził) raczej nie dało rady zrozumieć tekstu. Poszło pare takich kawałków (btw Romek potem powiedział że to motywy myzyczne zaczerpnięte z „Listów z Ziemi” – kto nie czytał moge wysłać bo rządzą), potem krótka gadka Romka o Regulskim i jemu dedykowane „Trzeba Zasnąć”. Muza dalej z Maca + wokal Romka. Potem znowu jego kawałki, ale musze przyznać że potrafił zrobić odpowiedni klimat i zadbać o atmosfere i chyba dzieki temu wlaśnie wypadł całiem nieźle. Fakt, że nie kupiłbym jego koncertowego cd, a nawet sie sciągnąłbym go z netu, ale ten jeden raz można było posłuchać, poza tym z czasem robiło się coraz ciekawiej. Romek zaczął śpiewać po polskiemu, ale dalej za chuja tekstów nie rozumiałem. Potem jego krótka gadka i Delirium (!). W końcu paru szatanów wybrało sie potrzepać kudłami pod sceną, ale było nas z 10 może, Romek mówi wiersz (mam 26 lat – no, może troche wiecej, lol) i schodzi ze sceny. Kurwa, to z godzine trwało, nie więcej.{mospagebreak}
Wrócił po chwili, powiedział, że zaśpiewa ostatni, bardzo osobisty kawałek. I zaczął jak na cd z Jarocina : „To sie nazywa Łza, dla cienów minionych”. Pod sceną znalazło sie chyba z 90% przybyłych, wszyscy z nim zaczęli śpiewać. W barierkach były spore odstępy i szatany sie na scene wpierdalać zaczęły (trzeci byłem !!!) i drzeć ryja jak to ich okręt dalej płynie i takie tam. Potem na scenie zaczęliśmy podrzucać Romka, początkowo sie bronił, ale potem, przy browarze mówił że rzadko ma takie przyjęcie).

Romek schodzi ze sceny. Wszycy do baru, po 15 minutach Romek przychodzi na browar, udało mi sie siedziec prawie koło niego, dalej dawał autografy (jeden dał na obrazku z Jezusem, ktoś podał dowód, inny legitymacje studencką :) i robił fotki, co bardziej elokwentne i wygadane szatanistki buzi dostawały, potem zaczął z nami gadac. Opowiadal o początkach Kata, o tym co jest teraz, o sobie i takie tam. Z góry zastrzegł tylko że nie zamierza interpretowac nam samego siebie i tekstów, z czym niektórzy nie mogli sie pogodzić. Ale zasadniczo rozmowa szła bardzo dobrze, gadał z nami jak ze starymi znajomymi. Przychodzili po niego z 3, może 4 razy, manager i Irek wołali go na jedzenie i takie tam a Romek dalej siedział i dyskutował z szatańskimi fanami. Poszedł po jakichś dwóch godzinach, jak już wszystko było spakowane, scena złożona i sie do powrotu zbierali. I jeszcze mi pierwszemu podał grabe na dowidzenia. Kurwa, zajebisty z niego koleś i charyzmatyczny, poza tym całkiem miły i dowcipny.

Romek obiecał że w Krakowie sie za pół roku pojawi, jak nie z Katem to sam (raczej sam), a z Katem za rok na 100% jak nowy cd wydadzą. Odchodząc powiedział jeszcze tradycyjne – byliście zajebiści – i poszedł sobie, a grupa kilkunastu szatanów co z nim do końca siedziała do domu.

I to w zasadzie tyle co miałbym do napisania na ten temat. Może jeżeli nawet nie dla samego koncertu, to warto było pójść tam właśnie dla Romka, posłuchać tego co mówi, zamienic pare zdań, browara wypić i takie tam. A koles to w końcu legenda jakich coraz mniej…

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.